Drukuj
czwartek, 08.10 2009
Kategoria: Ekonomia

Tym razem mieliśmy szczęście

Moj kolega Laszlo, szef węgierskiego oddziału Microsoftu na ostatnim spotkaniu regionalnym stwierdził „Pojechałem swoim samochodem z Budapesztu do Konina i z powrotem w jeden długi weekend! Polska to duży kraj!”. Początkowo sądziłem, że nie do końca zrozumiałem co mówi bo weekendowe wycieczki do Konina nie są raczej w modzie wśród mieszkańców Budapesztu. Okazało się jednak, że wiózł swoją córkę na Zawody Pucharu Świata Juniorów w szermierce, które odbyły się w Koninie w dniach 20-22 września. Ta mordercza wycieczka (z powodu stanu naszych dróg, o których Laszlo ze względu na uprzejmość się nie rozwodził) była okazją do obserwacji, którymi się ze mną podzielił.

 

Okazuje się, że dla Węgra uderzająca jest liczba naszych średniej wielkości miast, których w jego kraju po prostu nie ma. Podczas kiedy Budapeszt koncentruje ogromną cześć działalności gospodarczej kraju, w Polsce mamy dziesiątki małych ośrodków, gdzie rozwija się lokalna przedsiębiorczość i mieszkają miliony lokalnych konsumentów. To czyni Polskę bardziej odporną na ekonomiczne wstrząsy zewnętrzne. Wygląda na to, że w czasie obecnego kryzysu mieliśmy więcej szczęścia z kompozycją naszej gospodarki niż inne kraje regionu.

 

Jako członek Rady Głównej Business Centre Club miałem ostatnio wielką przyjemność wysłuchać wystąpienia profesora Leszka Balcerowicza na temat przyczyn względnej odporności naszej gospodarki na globalne spowolnienie gospodarcze. Profesor Balcerowicz wymienił sześć przyczyn takiego stanu rzeczy, z których kilka zapadło mi w pamięć:

  • względne zacofanie naszej bankowości inwestycyjnej, a co za tym idzie brak skomplikowanych instrumentów finansowych w bilansach naszych banków i dzięki temu brak tzw. „toxic assets”
  • mała wielkość eksportu w stosunku do dochodu narodowego – dla porównania w Polsce ok. 40%, na Węgrzech 70% - dzięki temu odporność na załamanie popytu w Europie Zachodniej
  • załamanie kursu naszej waluty (częściowo na skutek spekulacji), które doprowadziło do czasowego zwiększenia konkurencyjności polskiej gospodarki – ale kosztem podrożenia importu co może powodować impuls inflacyjny i utrudniony dostęp do najnowszych technologii
  • mały udział przemysłu surowcowego w dochodzie narodowym – po prostu nie eksportujemy ropy i gazu tak jak Rosja, więc załamanie jej ceny nie wpłynęło na nas tak jak na naszego sąsiada.

 

Warto zwrócić uwagę, że te przyczyny nie są związane z jakąś szczególną polityką gospodarczą lub strategią zarządzania. Po prostu mieliśmy tym razem dużo szczęścia. Piszę o tym, bo spotykam się coraz częściej z opinią, że zrobiliśmy coś o wiele lepiej niż nasi regionalni partnerzy. Może to i prawda (np. obniżka PIT’u do 32% z pewnością zwiększyła popyt wewnętrzny), ale w zasadzie po prostu mieliśmy więcej szczęścia. Warto o tym pamiętać, gdy ktoś będzie argumentował przeciw reformom lub długofalowemu wprowadzeniu EURO. Przy następnym kryzysie może być trudniej.

Dodaj komentarz

Komentarz *

Nick *