Niemcy
Ponad dwa lata temu miałem przyjemność być na spotkaniu z Radosławem Sikorskim, który właśnie odszedł z posady Ministra Obrony Narodowej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Spotkanie było dla absolwentów INSEAD, ale załapałem się dzięki zaproszeniu kolegi.
Pan Sikorski powiedział wtedy wiele ciekawych rzeczy, ale w pamięci pozostało mi jedno zdanie: „Musimy wreszcie zrozumieć, że Niemcy to nasz sojusznik! I w NATO i w Unii Europejskiej”. Było to w czasie kiedy miało się wrażenie, że Erika Steinbach to najważniejszy niemiecki polityk, a retoryka przypominała komunistyczno-zimnowojenną (pamiętam to jeszcze z lat dziecinnych – rewizjoniści, niemiecki Śląsk etc.).
Spędziłem w Niemczech wiele lat i relacje polsko-niemiecki leżą mi bardzo na sercu. Obserwowałem więc uważnie wizytę nowego Federalnego Ministra Spraw Zagranicznych w Warszawie, Guido Westerwelle. Już wcześniej czytałem w niemieckich i brytyjskich mediach, że pan Westerwelle ustawił relacje z Polską na czele listy swoich priorytetów. Nie bardzo chciało mi się w to wierzyć bo FDP (partia pana Westerwelle) to partia liberalna skupiona na gospodarce. O ile Niemcy są kluczowe dla naszej gospodarki, to Polska raczej nie jest kluczowa dla niemieckiej (wystarczy porównać PKB obu krajów – mimo naszego nadganiania stosunek jest nadal niestety jak 7 do 1). To trochę tak, jakby nasz MSZ twierdził, że stosunki ze Słowacją są naszym najwyższym priorytetem – oczywiście niczego nie ujmując Słowacji (a, warto zauważyć, że nasze PKB jest tylko 6 razy większy od słowackiego).
Jednak Guido Westerwelle wybrał Warszawę na swoją pierwszą wizytę zagraniczną. Może to tylko symbolika, ale niemieckie media widzą to inaczej. „Tagesspiegel” rozwodzi się o bardzo dobrej atmosferze spotkania Sikorski-Westerwelle pod tytułem „Mit dem Nachbarn per Du” – z sąsiadem na Ty. Ogólnie komentarze są bardzo optymistyczne i pod hasłem „zbudujmy z Polską takie relacje jakie już mamy z Francją”.
To bardzo długa droga, zbyt wiele stereotypów po obu stronach granicy, ale chyba idziemy wreszcie we właściwym kierunku. Chyba najlepiej wciąż sobie przypominać, „że Niemcy to nasz sojusznik”.
A co do relacji gospodarczych, pamiętam FDP z czasów studenckich. Większość moich kolegów na Politechnice w Berlinie Zachodnim głosowała na FDP – albo przynajmniej tak mówiła. Pewien Olaf tłumaczył mi – „FDP to taka trochę ekskluzywna partia, dla tych którzy chcą by Niemcy znowu były naprawdę konkurencyjne”. Przejrzałem program FDP, który przyniósł tej partii najlepszy po wojnie wynik 14,6% - jest nawet dostępny po polsku:
http://www.deutschlandprogramm.de/files/1547/kurzprogrammpl.pdf
Wolności obywatelskie, liberalna gospodarka rynkowa, niższe podatki, elastyczny rynek pracy, inwestycje w naukę – życzę panu Westerwelle sukcesów we wprowadzeniu tych postulatów. Wydaje się, że gigantyczna niemiecka gospodarka dalej liberalizowana byłaby jeszcze lepszym partnerem dla naszych przedsiębiorstw.
Komentarze
Kiedyś moja mama zapytała swojego tatę - żołnierza AK, z pochodzenia półkrwi Niemca, czy mógłby udostępnić jej dokumenty potwierdzające niemieckie pochodzenie, ponieważ chciałby starać się o niemiecki pszaport . Mój dziadek odpowiedział - "po moim trupie!". Ta niechęć niestety jest często przekazywana z pokolenia na pokolenie, zupełnie niepotrzebnie.
Podpisuję się pod Pana wpisem po tysiąckroć - dużo możemy zyskać i wiele się nauczyć od naszych sąsiadów. Życzyłabym sobie, żeby nasza gospodarka osiągnęła jak najszybciej taki poziom jak niemiecka!