Drukuj
poniedziałek,
01.02 2010
Kategoria:
Inne
Romantyczni piraci c.d.
Poniżej ciekawy komentarz od pana/pani Blumental, który zdecydowałem się krótko skomentować w osobnym wpisie.
Szczerze mówiąc bardzo mało już dziś tych romantycznych piratów. Być może takie określenie było uzasadnione w latach 80tych w Polsce, gdzie legalne oprogramowanie czesto w ogóle nie było dostępne, komputery w domach mieli tylko prawdziwi fascynaci bo hardware kosztował tyle średnia roczna pensja etc.
Ale nawet wtedy ten „romantyzm” był często zwykłą kradzieżą wyników czyjejś pracy. Pamiętam nawet, że jeszcze w Polsce w 1985 jako student sprzedałem swój pierwszy osobiście stworzony pakiet oprogramowania. Był to software który pozwalał używać polskich liter w edytorze ChiWriter (tak, tak – było coś takiego) na sprowadzanych z zachodu nieprzerobionych drukarkach igłowych poprzez upload softfontów (przepraszam za slang). Klientem była Politechnika Warszawska i bardzo obawiałem się, że sprzedana na jeden komputer licencja nagle rozmnoży się już bez opłat na resztę sprzętu. I nie myliłem się. Porzuciłem wtedy pracę programisty i zająłem się instalacjami sieci komputerowych typu D-Link (1Mbit/s). Z osobistych doświadczeń wiem zatem że rzeczy należy nazywać po imieniu – „romantyczne piractwo” to po prostu złodziejstwo i tyle.
środa, 20.01 2010
Nick: bluemental
Nie jestem pewien czy Pan Jacek zyczy sobie na jego blogu tego typu dyskusje a zwlaszcza takie ktore niewiele do niej wnosza. Pozwole sobie jednak nawiazac do tematu wpisu i romatycznych piratow, ktory bardzo mnie zaintrygowal i jestem ogromnie ciekaw co autor bloga mial na mysli:
- Panie Jacku jesli moge prosic o dwa slowa wyjasnienia, kogo Pan uwaza za romantycznego pirata i czym sie w Pana oczach rozni od typowego, dzisiejszego pirata ?
Stawiam na to, i jest to rowniez moj wklad w precyzowanie problematyki piractwa, ze romantyczny pirat nosi koszulke z napisem "software for all", zas typowy, dzisiejszy "I love $oftware" lub "I pirate for money", cos na wzor white hat | black hat, dla zorientowanych.
Uwazam, ze osoba, ktora czerpie jakiekolwiek korzysci (punkty, pieniadze, konta - niewazne) ze sciagania czy udostepniania kontentu cyfrowego do ktorego nie ma praw jest godna potepienia i z takim procederem nalezy walczyc. Instytucje oraz firmy powinny skoncentrowac swoje dzialania w tym obszarze. Ludzie, ktorzy prowadza serwisy warezowe i poczuli latwe duze pieniadze generowane z ruchu, reklamy, uploadu, sprzedazy gwiazdek, kont VIP itp. nie odejda od tego procederu i jesli uda im sie zarobic odpowiednio duze pieniadze zaloza dodatkowo legalne interesy, wynajma prawnikow i beda krzyczec i walczyc o swoje prywatne interesy poslugujac sie argumentami romantycznych piratow z ktorymi nie maja nic wspolnego. I to jest nie fair, motorem dzialania romantyka nie jest kasa, jest idea, przeslanie, wartosci, dzialanie w imie dobra ogolnego. Nie jest dobrze, ze ludzie w swojej naiwnosci poslugujac sie argumentami wolnosciowymi, zarbkowymi, antykorporacyjnymi bronia i usprawiedliwiaja kazde piractwo, rowniez dzialalnosc kasiarzy (pirate for money).
Szanowni komentatorzy, jesli ktos uwaza inaczej czyli ma wytlumaczenie | usprawiedliwienie dla osoby zarabiajacej na sprzedazy, udostepnianiu, kopiowaniu gier|programow|filmow|muzyki do ktorych nie posiada zadnych praw to bardzo chetnie podjeme dyskusje, niekoniecznie na tym blogu (autor moze sobie tego nie zyczyc).
IMHO podzial piratow na kasiarzy, sciagaczy i romatykow polaryzuje i klaruje pojecie piractwa a na pewno ulatwia wartosiowanie ich szkodliwosci spolecznej czy prawnej.
... temat rzeka, mozna w nim utonac.
Nie zachecam do dyskusji bez okreslenia jej celu, bez jej moderowania, bez okreslenia zalozen, bez definiowania pojec. Lepiej stac w miejscu.
- Panie Jacku jesli moge prosic o dwa slowa wyjasnienia, kogo Pan uwaza za romantycznego pirata i czym sie w Pana oczach rozni od typowego, dzisiejszego pirata ?
Stawiam na to, i jest to rowniez moj wklad w precyzowanie problematyki piractwa, ze romantyczny pirat nosi koszulke z napisem "software for all", zas typowy, dzisiejszy "I love $oftware" lub "I pirate for money", cos na wzor white hat | black hat, dla zorientowanych.
Uwazam, ze osoba, ktora czerpie jakiekolwiek korzysci (punkty, pieniadze, konta - niewazne) ze sciagania czy udostepniania kontentu cyfrowego do ktorego nie ma praw jest godna potepienia i z takim procederem nalezy walczyc. Instytucje oraz firmy powinny skoncentrowac swoje dzialania w tym obszarze. Ludzie, ktorzy prowadza serwisy warezowe i poczuli latwe duze pieniadze generowane z ruchu, reklamy, uploadu, sprzedazy gwiazdek, kont VIP itp. nie odejda od tego procederu i jesli uda im sie zarobic odpowiednio duze pieniadze zaloza dodatkowo legalne interesy, wynajma prawnikow i beda krzyczec i walczyc o swoje prywatne interesy poslugujac sie argumentami romantycznych piratow z ktorymi nie maja nic wspolnego. I to jest nie fair, motorem dzialania romantyka nie jest kasa, jest idea, przeslanie, wartosci, dzialanie w imie dobra ogolnego. Nie jest dobrze, ze ludzie w swojej naiwnosci poslugujac sie argumentami wolnosciowymi, zarbkowymi, antykorporacyjnymi bronia i usprawiedliwiaja kazde piractwo, rowniez dzialalnosc kasiarzy (pirate for money).
Szanowni komentatorzy, jesli ktos uwaza inaczej czyli ma wytlumaczenie | usprawiedliwienie dla osoby zarabiajacej na sprzedazy, udostepnianiu, kopiowaniu gier|programow|filmow|muzyki do ktorych nie posiada zadnych praw to bardzo chetnie podjeme dyskusje, niekoniecznie na tym blogu (autor moze sobie tego nie zyczyc).
IMHO podzial piratow na kasiarzy, sciagaczy i romatykow polaryzuje i klaruje pojecie piractwa a na pewno ulatwia wartosiowanie ich szkodliwosci spolecznej czy prawnej.
... temat rzeka, mozna w nim utonac.
Nie zachecam do dyskusji bez okreslenia jej celu, bez jej moderowania, bez okreslenia zalozen, bez definiowania pojec. Lepiej stac w miejscu.
Komentarze
Przemysl samochodowy ma swoje FMEA, co pozwala mu sie skupiac na wyeliminowaniu najwazniejszych problemow a nie potencjalnie wszystkich. Pirat piratowi nierowny, mozna porzadkowac ta strefe systematycznie, skupiajac sie na dzialanosci najbardziej szkodliwej.
ŁS - samo gadanie niewiele wnosi, ale tez krytyka bez konstrukcji, bez rozwiazania - problemu nie zmniejsza; bardzo dobrze to zauwazyl Pan Hirek Wrona w Debacie "Piractwo (nie)dozowlone" (bodajze czesc trzecia na blogu Pana Jacka) w reakcji na zarzuty dziennikarza z Chipa, ze piractwo to dzisiaj nie P2P ale FileHosting, i w tym sie z nim zgodze. Ty odbierasz to jako gadanie, ja traktuje jako edukacje, uswiadamianie, zwracanie uwagi na skale problemu, na jego wage. Powiem wiecej poza tym gadaniem, zazwyczaj zainteresowanym proponuje gotowe rozwiazania, ale to juz calkiem inna bajka.
PS.
Dziekuje w imieniu fanow Panskiego bloga, za zdradzenie kilku szczegolow z Panskiego zycia, jesli napisze Pan biografie czy opublikuje wspomnienia bardzo chetnie je przeczytam.
PPS.
Panie Jacku, dzieki Panu przypomnialy mi sie moje lata 80-te (koncowka) kiedy udalo mi sie napisac pierwszy komercyjny (i jedyny) program do wizualnej edycji zestawow fontow w drukarkach; tak to byly czasy ChiWritera, Taga, Lotusa 1-2-3 oraz Quattro :)