Drukuj
poniedziałek, 24.05 2010
Kategoria: Inne

Strategia – jaka strategia, tu trzeba działać?

Pamiętam pewne badanie „New York Times” z którego wynikało, że większość osób bardziej niż własnej śmierci boi się wystąpień publicznych!


W zeszłym tygodniu przeżyłem mrożące krew w żyłach zdarzenie. Zostałem zaproszone na śniadanie biznesowe do jednego z warszawskich hoteli poświęcone „Zarządzaniu przez wartości”. Temat ciekawy więc potwierdziłem obecność przekonany, że przy kawie z mlekiem posłucham wystąpienia kogoś, kto uważa, że na powyższym temacie zna się lepiej ode mnie (inaczej by mnie raczej nie zapraszał).


O 8.30 rano zjawiłem się na śniadaniu jako jeden z około 50 gości. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy na agendzie spotkania odkryłem pozycję:
9.15 „Zarządzanie przez wartości” Jacek Murawski, General Manager Poland, Microsoft


Serio! Byłem jednym z dwóch prezenterów, przy czym ta druga osoba miała za zadanie wyłącznie powitać gości. Nie było ważne jak doszło do tego nieporozumienia, ważne było jak w 30 minut przygotować 45-minutowe wystąpienie?


Każdy z nas ma temat, który lubi i rozumie. Dla mnie temat ten można streścić powiedzonkiem jednego z moich szefów sprzed lat „Strategia jest dla amatorów! Tylko jej realizacja jest dla profesjonalistów”. I właśnie temat realizacji albo „execution” wybrałem na moje wystąpienie.


Od lat obserwuje pewien problem współczesnej szkoły zarządzania. Polega on na ciagłym zainteresowaniu analizą strategiczną bez właściwego skupienia na jej realizacji w szczegółach, poprzez zarządzaną przez nas organizację.

Zwykle plany strategiczne zawierają jeszcze rekomendacje zmian w strukturze organizacji (kto ma do kogo raportować, kto awansuje, a kto nie). Plany te zwykle pomijają jednak niezwykle ważne, choć żmudne elementy wykonawcze jak metody monitorowania, systemy kompensacyjne, procesy biznesowe, programy szkolenia personelu etc. Krótko mówiąc, średniej klasy strategia konsekwentnie realizowana, jest o niebo lepsza od świetnej strategii, bez szczegółów wykonawczych. O tym właśnie mówiłem na moim „Śniadaniu biznesowych” i otrzymałem nawet sporo ciekawych pytań.


Microsoft zdecydował się na system tzw. „scorecards” które opisują strategię poprzez zestaw celów/indykatorów wraz z systemem monitorowania na wszystkich poziomach organizacji. Muszę przyznać, że nigdzie wcześniej nie widziałem modelu wykonawczego wprowadzanego z taką konsekwencją jak u nas. Pozwala to na koordynację tej samej globalnej strategii poprzez prawie 100,000 ludzi w ponad 100 oddziałach na całym świecie. Moim zdaniem ten system równie ważny (lub nawet ważniejszy) niż same rozważania strategiczne.


Zachęcam do przeczytania starego (z roku 1999) ale nadal aktualnego artykułu o tej tematyce z „Fortune Magazine” – „Why CEO’s fail?”. Autor podaje przykłady zwolnionych prezesów największych firm i szuka przyczyn ich porażki:


http://money.cnn.com/magazines/fortune/fortune_archive/1999/06/21/261696/index.htm

Komentarze

środa, 02.06 2010
Nick: pwujczyk
W jaki sposób cele są określane w Microsofcie, czy to jest zawsze wartość liczbowa?
Jak rozumiem cele ustalane są globalnie, a potem dopiero dzielone na kontynenty, regiony i kraje. Czy każda osoba ma możliwość sprawdzenia jaki udział jego cel ma w realizacji celu globalnego?
czwartek, 27.05 2010
Nick: wloczynet@gmail.com
Wszystko super i fajnie że dał Pan radę - ale jak się to ma do zarządzania przez wartości? Sama koncepcja mówi o czymś kompletnie przeciwnym niż Pan przedstawił tj. - o określeniu i "wdrożeniu" specyficznych wartości wśród pracowników, co mogłoby zastąpić dokładne opomiarowywanie celów strategicznych. Sama koncepcja jest dość ogólnie i pompatycznie opisana w książce Ken'a Blancharda i po odcedzeniu z niej "amerykańskiego" stylu pisania o zarządzaniu, pozostawia ciekawą koncepcję na przekładanie celów strategicznych na operacyjne zachowania pracowników. Koncepcja piękna jak i komunizm na papierze i pewnie z tego powodu jest mało stosowana. Tj. wszyscy mówią, że zarządzanie przez wartości jest super, ale mało kto robi coś więcej poza określeniem wartości firmy na poziomie strategicznym (i pozostawieniu ich tam).
Jak większość firm - chciałoby się doprowadzić zarządzanie firmą do prostoty zarządzania flotą brytyjską podczas bitew za czasów admirała Nelsona. Wówczas wystarczyło by każdy marynarz znał zasadę "bądź blisko" (wroga lub sojusznika) aby wygrywać. Dzisiejszy świat, organizacje i ich funkcjonowanie są jednak o wiele bardziej złożone niż bitwa morska.
Polecam lekturę Blancharda. Krótkie, lekkie ale coś w tym jest.
środa, 26.05 2010
Nick: Jakub Połeć
Ogromne zaskoczenie, to prawda. Jednak swoją drogą umiejętność przygotowania prezentacji w 30 minut to nie lada sztuka.

W środowisku firm internetowych, gdzie często bariery wejścia nie są duże mówi się, że każdy pomysł jest kopiowalny, ale największą sztuką jest z pomysłu zrobić gotowy produkt, który chcą klienci. Czyli w procesie realizacji zapewnić wszystkie niezbędne zasoby, pokonać nieprzewidzane wcześniej w strategii zmiany czy przeszkody, uzbroić się w cierpliwość i wytrwałość, tak by osiągnąć finalny cel. Ciekawie o tym też powiedziała ostatnio na TechCrunch szefowa eBay przepytywana przez Arringtona, że przez pierwsze 16 miesięcy trudno oczekiwać od niej niesamowitych wyników, bo ona pracuje nad tym żeby eBay za 5 lat był liderem, przez co dba o procesy dziś mając świadomość jak egzekucja jej decyzji pokieruje firmę do tego celu.
wtorek, 25.05 2010
Nick: frezjadg
Rzeczywiście dosyć duże zaskoczenie. Jak do tej pory raz jeden, jedyny znalazłam się w takiej sytuacji, kiedy okazało się, że z uczestnika ewoluowałam do roli prezentera - do tej pory pamiętam skok adrenaliny :).

Dodaj komentarz

Komentarz *

Nick *