Drukuj
wtorek, 08.06 2010
Kategoria: Inne

Strategia dla amatorów: ciąg dalszy

Otrzymałem kilka ciekawych komentarzy i jeden email w związku z moim wpisem z 24 maja "Strategia – jaka strategia, tu trzeba działać?". Po pierwsze chciałbym wyjaśnić, że biorę na siebie całą winę za to, że przychodząc na wspomniane śniadanie biznesowe nie wiedziałem, że mam wygłosić referat. Organizator rzeczywiście poinformował nas o tym emailem, a ja nie zorientowałem się w porę.

 

Po drugie chciałbym odnieść się do komentarza wloczynet@gmail.com, który przytaczam w całości:

Wszystko super i fajnie że dał Pan radę - ale jak się to ma do zarządzania przez wartości? Sama koncepcja mówi o czymś kompletnie przeciwnym niż Pan przedstawił tj. - o określeniu i "wdrożeniu" specyficznych wartości wśród pracowników, co mogłoby zastąpić dokładne opomiarowywanie celów strategicznych. Sama koncepcja jest dość ogólnie i pompatycznie opisana w książce Ken'a Blancharda i po odcedzeniu z niej "amerykańskiego" stylu pisania o zarządzaniu, pozostawia ciekawą koncepcję na przekładanie celów strategicznych na operacyjne zachowania pracowników. Koncepcja piękna jak i komunizm na papierze i pewnie z tego powodu jest mało stosowana. Tj. wszyscy mówią, że zarządzanie przez wartości jest super, ale mało kto robi coś więcej poza określeniem wartości firmy na poziomie strategicznym (i pozostawieniu ich tam).
Jak większość firm - chciałoby się doprowadzić zarządzanie firmą do prostoty zarządzania flotą brytyjską podczas bitew za czasów admirała Nelsona. Wówczas wystarczyło by każdy marynarz znał zasadę "bądź blisko" (wroga lub sojusznika) aby wygrywać. Dzisiejszy świat, organizacje i ich funkcjonowanie są jednak o wiele bardziej złożone niż bitwa morska. Polecam lekturę Blancharda. Krótkie, lekkie ale coś w tym jest.

 

Dziękuję za interesujące spostrzeżenia. Mówiąc o realizacji („execution”) starałem się właśnie zwrócić uwagę na to, że wartości reprezentowane przez członków zespołu każdego dnia i w każdej sytuacji mogą stać się kluczem do realizacji, a czasem nawet substytutem skomplikowanych strategii. Coż to jednak są te wartości. Przytaczam w całości w wersji oryginalnej jak widzimy to w Microsoft:


„As a company, and as individuals, we value integrity, honesty, openness, personal excellence, constructive self-criticism, continual self-improvement, and mutual respect. We are committed to our customers and partners and have a passion for technology. We take on big challenges, and pride ourselves on seeing them through. We hold ourselves accountable to our customers, shareholders, partners, and employees by honoring our commitments, providing results, and striving for the highest quality.”

 

Bardzo pięknie powiedziane i trudno wyobrazić sobie organizację, która chciałaby budować swoją przyszłość w oparciu o zaprzeczenie powyższych myśli (proszę sobie to wyobrazić – np. zakłamanie zamiast szczerości). Sądzę więc, że na poziomie strategicznym wszyscy zgadzamy się z tymi „wartościami” – prawdziwa różnica przejawia się na poziomie wykonawczym.

 

Zastanówmy sie nad jedną z naszych wartości. Na przykład “openness” – otwartość. Zaiste, nie jest ważne jak wiele razy to słowo pojawia się na slajdach strategicznych. Ważne jest, żeby rzeczywiste działania wewnątrz firmy na co dzień wpisywały się w zasadę otwartości. Chodzi np. o to, żeby zarząd często i otwarcie komunikował do zespołu o bieżącej sytuacji, sukcesach i porażkach. Żeby zespół miał możliwość w łatwy i bezpieczny sposób wyrazić swoją opinię o tym co dzieje sie w firmie. W praktyce to np. comiesięczne spotkania wszystkich pracowników lub coroczna anonimowa ankieta na temat zadowolenia z miejsca pracy – nie na slajdach tylko realizowane w rzeczywistości. Nie więcej ale też nie mniej.

 

Dla mnie te wartości to nasza prosta codzienność i szczerze mówiąc tak chciałbym je widzieć – mniej uduchowienia, więcej działania.

Komentarze

piątek, 11.06 2010
Nick: wloczynet@gmail.com
Witam, bardzo się cieszę z Pana odpowiedzi. Skoro wywołał Pan mnie do "tablicy" to również chciałbym uzupełnić swoją wypowiedź i odnieść się do nowych informacji.
Z pewnością egzekucję zapisu ze strategii Microsoft, którą Pan opisał, nie można nazwać złą. Są to wartości, ale jak sam Pan napisał (i co potwierdził Pana anonimowy pracownik) - wymagają one "execution" czyli przykładu z góry. Cechą dobrego lidera jest naturalne posługiwanie się wartościami w pracy i "zarażanie" nimi zespołu. Nie jest to jednak "zarządzanie przez wartości" o którym pisałem poprzednio i o którym jest mowa w rzeczonej uprzednio lekturze.
Zarządzanie przez wartości to w teorii sposób kierowania organizacją i ludźmi, który funkcjonuje niezależnie od obsady stanowisk strategicznych. Wartości funkcjonują na poziomie taktycznym i operacyjnym.Zapewne te lub inne wartości były określone w Microsoft przed Pana przyjściem a jak pokazuje poprzedni komentarz - niekoniecznie funkcjonowały.
Zarządzanie przez wartości wg. Blancharda to koncepcyjne panaceum na tego typu sytuacje, gdy posługiwanie się wartościami musi zacząć się na "górze". Dla odmiany - dobrze zdefiniowane wartości stanowią klucz decyzyjny na każdym poziomie zarządzania organizacją. Otwartość wówczas musiałaby wyznaczać kierunek działania dla każdego pracownika na każdym poziomie w podejmowaniu decyzji i nie wymaga jako takiego top-execution. Wartości i zarządzanie przez nie powinno wedle tej koncepcji rodzić się na dole. Ich znalezienie zastępuje/jest wdrożeniem.

Ponieważ wiadomo, że jako takie panaceum w zarządzaniu nie istnieje - zarządzanie przez wartości należy traktować podobnie jak SKMS w ITILv3 - czyli dążyć do tego, ze świadomością że pełna implementacja jest nierealna lub zbyt trudna.

Nie mniej jednak - koncepcja jest warta jednego spaceru nad morzem :)

Tyle amatorskim okiem. Pozdrawiam serdecznie.
wtorek, 08.06 2010
Nick: `Pracownik MS :)
Tym razem napiszę to bez imienia/nazwiska (bo nie chciałbym, żeby to zabrzmiało sztucznie i jak lizusostwo) ale jedna z bardzo dobrych moim zdaniem rzeczy jaka się stała ostatnio w MS Polska to właśnie podejście Jacka związane z "openess" (od kiedy się pojawił jako prezes).

Faktycznie rzeczy o których mówi na spotkaniach wewnętrznych są przekazywane naprawdę OK. Zresztą rozmawiając z Jackiem i słuchając go faktycznie ma się wrażenie, że słucha co się mówi (bez względu na stanowisko jakie zajmujesz).

Więc pod tym względem - Jacek - dobra robota :)

Dodaj komentarz

Komentarz *

Nick *